8.12.2024

Od początku tego adwentu chodzi mi myśl by zniknąć.. Zanurzyć się w tajemnicy tej niesamowitej światłości.. Zatopić w bieli…

Tak jak wtedy, kiedy kładziesz się na śniegu. Wystarczy tylko troszkę poruszać rękami i  nogami, by stać się aniołem, kreśląc wokół tułowia ślad skrzydeł. Zimno puchu nie przeszkadza. Na policzkach płatki śniegu przysiadają srebrzyście. Nad tobą błękit marzeń i pragnienie lotu. W tym śniegu, niebie , słońcu, ziemi.. W tym ciele dusza się grzeje.. kiedy sople lody nazywają myśli po imieniu ..

I nagle szept słyszysz o tym miejscu..

… miejsce gdzieś u Boga

Gdzie to jest?

Od początku tego adwentu chodzi mi myśl by zniknąć.. Zanurzyć się w tajemnicy tej ciemności ponadprzeciętnej, przez nią przechodząc dotrzeć do celu. W milczeniu pełni i charyzmie cudu. Gdy przyczyną jest echo głębi.. jej się doszukiwać w zacienieniach świtów.. Szukam godzin pomiędzy ciemnością, przepełnionych drżeniem płomieni..

Amen Rorat wyśpiewując, chwytam dzień drżącą garścią nadziei.

I tak wpadam w Adwent

Z awarią prądu, brakiem ogrzewania…

Jestem zmęczona.. choć ból mięśni i kości ( jak mawiał św. Brat Albert ) może być satysfakcjonujący.. czekam efektów.. wypatruję swojej drogi.. Lecz już ciemno i świece ogrzewają zmarznięte skronie i dłonie czerwone od chłodu.

Panowie z Enei, przyszli ściągnąć mi licznik. Nieścisłości w umowie.. Moja wina.. Są mili. Przynieśli pierniczki z marketu naprzeciwko. Zanim wyłączą prąd jeszcze zrobię sobie kawę.

Potem siadam przy świecach.. poezja jest cudem światłości.. Myślę o metaforach, które mnie tutaj przyprowadziły. Co dalej?

Nakrywam się dwoma kocami, marznąc w bez ruchu. Teraz już nawet mój podręczny grzejniczek nie pomoże.

Kiedyś  miałam taką myśl, że ubodzy (bezdomni) pojawiają się w naszym otoczeniu tylko na chwilę. Tylko dla nas, nagle. Są po to byśmy mogli okazać im współczucie, podzielić dobrym słowem… a potem znikają. Często łapałam się nawet na tym, że gdy mijamy ich bezwiednie, a potem nagle się reflektujemy i chcemy wrócić… ich już nie ma..

Ubodzy nie mają domu, przemierzają z miejsca w miejsce. To tułacze dusz, szukający swojego serca.. Ogrzewani miłością Boga.. tulą się do  Jego ciepłych pięt. Włosami myją mu stopy, roniąc krople drogocennego olejku łez.

Od początku adwentu myślę o tym by zniknąć..

Przepełniona wdzięcznością za to wszystko co się dzieje w pracowni myślę, że uBoga jest w każdym z nas. To takie miejsce, czułe i dobre. To wrażliwość na dobro, to tęsknota za czułością.. To miejsce spotkania z nadzieją i wiarą. To zmagania nędzy, pokora czynu. To przestrzeń wewnętrznego echa, bijącego kaskadami tchnień.  

 

Gdziekolwiek pojawi się uBoga, tam będzie pracownia poezji. Kilku kroków od do…

 

Błogosławionego czasu Adwentu

Światłości Bożego Narodzenia!

 

Do zobaczenia w nowym roku, tam gdzie słodycz uśmiechu i woń dzikich pomarańczy jest najbardziej czuła.

Komentarze