7.01.2025
Od zadumy sylwestra po święto Trzech króli i Orszak radości, zwiastujący nowy dzień, nowy czas, nową jakość myśli.
Przemierzając przestrzenie swojej wyobraźni, wiele mogłabym pisać, o podróżach w czasie, wzlotach i upadkach, marzeniach i przerażeniach, które towarzyszą mi ostatnio towarzyszą. Jednak co piękniejsze jest i bardziej moje... Co bardziej zachwyca i uBogaca, to nadzieja na dzień jak nowy rok, przemierzający szarość codzienności, ku nieskończonym barwom blasku.
Poniedziałek, 30.12.2024
Wstaję, myśli mam rozpierzchnięte jak płatki niepadającego śniegu. Choć szron lekko mrozi usta i przykleja do szyby wzrok , na moment zatrzymując w splocie kadru spojrzenia przemykających ulicą ludzi, każdy dokądś śpieszy, by załatwić jeszcze te najważniejsze sprawy, wieńczące trofea roku.. Kiedy nadchodzi jego koniec, nagle wzbudzona refleksja, coraz silniej uderza, a tłok myśli jest tak nieogarniony. Nagle, nie tylko bigos trzeba wstawić, by zdążył się „przejść” do jutra. Nie tylko golonki zmacerować i napiec chrustów. To przełom dziejowy, kalendarz, który przyspiesza znów o jedną cyfrę swojego biegu. I pomyśleć, że ktoś postawił granicę właśnie pomiędzy tymi datami. I właśnie pomiędzy tymi dwoma miesiącami iskrzy się blask fajerwerków i zimnych ogni..
Co to znaczy dla pracowni? Może jeden wiersz, bardziej nostalgiczny.. Może kilka poematów o przemijaniu.. Może większa wdzięczność za to co się udało..
Lecz.. Zamknięty lokal przymarza do zimnych ścian, pozostawiając, jedynie pamięć uczuć, wybrzmiewających pomiędzy stronami wierszy. To wspomnienia dobre i, że na coś to wszystko, jak kilka słów kolęd, wciąż rozbrzmiewających nad uBogą kołyską.
To czas świąteczny, pieśni i domu. Zapachu ludzi, którzy przynoszą od progu, wraz z całym swoim sercem, opłatek i życząc sobie, wszystkiego dobrego, jest nas bliżej i jest nas, jakby więcej. Każdy z własnym aniołem.
W pracowni też jest Anioł, ma skrzydła motyla, jak pamiętacie. Blask jego trzepotu rozjaśnia wszelkie smutki i zamienia grosze w obfitość barw i kolorów.. Choć znika nagle i wylatuje na dwór, pozostawia radość z najmniejszego szczegółu, z tych drobnostek co ukształtowały świat, na nowo..
Gdy w zabieganiu tych wszystkich bigosów, golonek, krokietów i barszczu, próbuję zebrać do kartonów śmiech Walentino i Dżamila, echo poezji, dźwięki śpiewanych pieśni, robić podsumowania i inne statystyki, zamykam oczy… Prościej mi przeżyć dzień w objęciach najbliższych. Znów przerażają mnie media i świat, który nie istnieje, za płaską szybą telefonu. Po co to wszystko?
Czy jest sens pisać.. Oby tylko przestrzeń duszy, mogła się otworzyć bardziej.. Oby miało to sens większy, pełniejszy, którego, choć teraz nie rozumiem, ani w tym, ani w przyszłym roku, może te cyfry zmieniających się epok, one też nigdy nie zrozumieją, dlaczego są po kolei i wzrastają obfitością milionów sekund łaski, które ludzie otrzymują na co dzień..
Gdyby tak.. 2025 milionów.. to i tak, nikłą byłoby to odrobiną w całej pełni nieskończoności! Lecz, gdyby chociaż to docenić..
Udało mi się znaleźć nowe miejsce dla pracowni. Teraz pracownia uBoga.. na poddaszu. Jest ciepło i klimatycznie. Gdy staję na dole, na ul. Mostowej, przede mną wspinaczka na czwarte piętro. Troszkę z przerażeniem, jak tam będzie.. Pokonuję pierwsze piętro.. potem kolejne. Z każdym następnym ciszej się robi i spokojniej. Kiedy otwieram drzwi od nowego Miejsca.. Wiem, że jestem uBoga.. i poddasze się mieni słońcem Jego obecności.. a światło lekko spada na moje policzki, gdy przygarniając je nie pragnę niczego więcej, jak być bliżej, wyżej.. na poddaszu Jego ramion..
Pracownia się przenosi. A więc to już postanowione..
Czy podołam wyzwaniu?
Po raz kolejny okazuje się, że gdy Bóg gasi światło, otwiera wejście dachowe.. Tam bliżej i cieplej.. i miłość ogrzewa..
Sylwester to kilka kroków do przodu, bieg po światło, nadzieja na nieskończoność. Jadę pociągiem, patrzę na datę.. 31.12.2024..Czy wy też tak macie? Po całym roku pisania tej jednej daty, nagle patrzę na nią i widzę ją jakby pierwszy raz. Nagle, wydaje mi się jakby czas przeniósł się do jakiejś przestrzeni odległej, jak z książek o przyszłości, która przecież zawsze jest tylko w książkach i nigdy nie ma nas dotknąć tak namacalnie.. A teraz, nagle ta przyszłość nadchodzi i nie wiem w jaki sposób skoczyć z powrotem do okładki i wrócić do tego mojego „znanego” świata... Wpatruję się w wyświetlaną na ekranie datę.. Od kiedy mamy taką datę? A to już się zmienia..
I potem tanecznym krokiem w nowy rok!
To co dzieje się, pomiędzy świętami a sylwestrem, zawsze dla mnie zdaje się być takie wyrwane z czasoprzestrzeni.. Gdy chcę być bardziej „poza” niż „wy” i ta rzeczywistość nie ściga mnie aż tak.. będąc pełnią istnienia tu i teraz..
Przypominam sobie jak kiedyś spędziłam sylwestra w pociągu. To było kilka lat temu. Pamiętam jak równo o północy staliśmy na jakiejś stacji. Dotychczas towarzyszące mi huczne odliczanie i uśmiechy bliskich zamieniły się w cichą nostalgię. Rozejrzałam się po przedziale. Pojedynczy ludzie spali. Głowy kiwały im się w rytmie wskazówek zegara. Tamten Nowy Rok odbił się w kałużach na peronie. Fajerwerki tańczyły w tafli wody, przybierając ją barwami migoczących świateł.
Niektórzy mówią – jaki sylwester, taki cały rok.. Inni mówią, „jaka Wigilia taki cały rok”. Jeszcze inni, jaki Nowy Rok, taki cały rok..
Ja myślę, jaki każdy dzień, jaki poranek, jakie południe, jaki zmierzch, jaka noc, taki cały rok. To ja mam wpływ na to jaki będzie mój rok, nie determinuje mnie żaden z dni, choćby był najbardziej świąteczny. Gdy co dzień mogę mieć Wigilię w sercu, Sylwester przetańczony w nogach i Nowy Rok na dłoniach - podarunek dla drugiego człowieka.
Kochajmy ludzi, którzy dają nam swój Nowy Rok. W gestach czułości, w bliskości, w rozmarzeniach. Nie bójmy się siebie innym ofiarowywać.
A potem przeprowadzka, jakby ten pociąg z przed kilku lat porywa mnie z całym bagażem na drugi brzeg Warty.
Z pewnością niesie mnie siła wielu ludzkich błogosławieństw, bo wnoszenie książek na czwarte piętro to nie lada wyzwanie. Ale póki są – w swojej materialnej, ciężkiej ( może czasem aż za bardzo ) postaci… ich grzbiety przycupnięte na regale, myśli ukryte w zapachu kartek, przejrzystość druku – póki są, póty człowiek, bierze je w objęcia, Człowiek pragnący wiedzy, literatury, piękna... Dlatego ufam w tę właśnie siłę. W doskonałość stworzenia, w nasz potencjał, objawiony w Słowie. Przekazywanie go innym, jest więc dla mnie naturalną koniecznością, wynikającą z faktu bycia człowiekiem..
A każda książka niesie ze sobą historię tych, którzy ją czytali..
Każda książka jest po coś.. choćby ta, o hodowli gołębii..
Wiecie, że gołębie pocztowe zawsze wracają do swojego rodzinnego gniazda? I stąd ich zdolność przekazywania wiadomości. Powrót do Domu, nie ważne dokądkolwiek zostałyby zabrane..
Myślę sobie o naszych Domach, które są w nas samych, w budynkach, w miejscach, w stronach rodzinnych, ale przede wszystkim w drugim człowieku.
Z okna pracowni widać ulicę. Ludzi spieszących się do pracy i codziennych obowiązków. Myślę o ich domach, ukrytych we wnętrzu serc. Wiem, że każdy z nas, ma Dom.. i do Niego zmierzamy. Gdy szept zmęczonych warg na pamięć zna swoją modlitwę. Jak adres do ukochanego serca.
Patrzę z okien pracowni na świat.. Czerwone dachy przycupnięte pod szerokim niebem.. Myślę sobie, że my jak te gołębie z jednym adresem na zawsze zakodowanym w sercu. Choćbyśmy się wybrali gdzieś bardzo daleko, znów powracamy z listem miłosnym do czekających z utęsknieniem Domów.
Komentarze
Prześlij komentarz