24.11.2024

 24.11.2024

 

Artyści po raz kolejny udowodnili, że sztuka wzmacnia odporność, reguluje krążenie, przyspiesza bicie serca, do tych, najbardziej czułych uderzeń na minutę. Kiedy dni są jak te tchnienia dobrych obyczajów, smakują herbatą w filiżankach przemarzniętych dłoni i ciastkiem na zdobionym talerzyku oblodzonego chodnika. Kiedy zima zaskakuje ten zawsze pierwszy, nie pierwszy raz, bo to przecież „wreszcie’, albo, jak kto woli „dopiero po roku”, znów pada pierwszy śnieg, a ja zaczynam patrzeć w gwiazdy, jakby to była ich wina, że za dnia się kruszą, a słodki ich smak spadając z nieba na podniebienia naszych spraw, jest zimny i puszysty i znika nim zrozumiem, że „to już”, że to ten „czas” nie zwykły.  A to przecież, jeszcze nawet nie końcówka listopada, a to przecież, tylko moja głowa, obsypana wielością spraw, które wcale nie przypominają płatków śniegu…

A może jednak?

Integruję się coraz bardziej z sąsiadami. Ktoś puka do uBogiej.

- Ja z ul. Zamkowej – uśmiecha się, dopytuje o pracownię, a ja przed chwilą jeszcze trzymałam „Muminki” w ręce i równie dobrze, mój zacny gość, mógłby być z ul. Sezamkowej, albo innej  bardziej, lub mniej nie zwykłej.  Starając się by moja historia miała jak najmniej strasznych fragmentów z hefalumpami, częstuję ciastem. Bierze na wynos.  Cisto kawowo-orzechowe z czekoladą.  Nie odstraszony hefalumpami wychodzi z uśmiechem, zostawiając mnie jeszcze bardziej uśmiechniętą.

Od pierwszego dnia istnienia pracowni doświadczam niesamowitej obecności aniołów. Tak! Tych właśnie, którzy tu wchodzą, nagle, z radością.. zaciekawieni. Najpierw, zaczyna się troszkę nieśmiały dialog, albo, właściwie monolog mojej egzystencji, przerywany, od czasu do czasu, pytaniami cierpliwego słuchacza :P..  Gdy rozmowa się jakoś ulepi, można już tworzyć scenariusz dobrego serialu o motylach, pracowni poezji i uBogiej, czekającej na okruszek życzliwego słowa…

Zabieram się do grania.. Gdy roztargnione palce prześlizgują się po strunach, radośnie dzwoni telefon. Przyszedł sms.

„Ciasto okazało się, bardzo dobre…”  - sąsiad z ul. Zamkowej, nie żałuje, że wziął ten jeden kawałek na wynos. Tak bardzo mnie to cieszy!

Przepracowany organizm, wciąż daje się we znaki i woła by na chwilę przystopować, lecz staram się go przekonać siłą osobistego uroku, czy czegoś innego, co zadziała – „nie teraz. Nie w tym tygodniu”

To już wtorek i czekam na wizytę kolejnej niesamowitej osoby ( chyba muszę nauczyć się innych słów, określających nadprzyrodzoność zjawisk, ponieważ „niesamowity” pojawia się w moim słowniku ostatnio zbyt często :D )

Dziś czeka mnie wywiad z Anią z portalu misyjne.pl Troszkę się stresuję, bo przecież taka zakatarzona i kaszląca na zdjęciach wyjdę jeszcze bardziej uBogo.. ale może to i dobrze.. Nie mogę narzekać.. Tak się cieszę! Przesłanie poezji zaczyna docierać do coraz większego grona!

Choć śnieg już nie iskrzy się między promieniami słońca, a plucha i deszcz przypominają, że wciąż trwa listopad, rozgrzewam swój piecyk do czerwoności, stawiając go jak najbliżej, by ciepło ogrzało wszystkie zmarznięte kości.

Podczas wywiadu rozgaduję się o jakiś głupotach, ale mam nadzieję, że coś się z tego „wykroi” , jakiś kawałek ciasta... Choćby tego orzechowo-kawowego z czekoladą, które okazało się być „bardzo dobre” :D

Środowe spotkanie z Całą Piękną ( wykład o duchowości Maryjnej) to czas niesamowitej próby, dyskusji, poszukiwania odpowiedniego słowa.. Bo jak określić tą, która Bóg umiłował.. Niepokalaną.. ? Czy nasze proste, ludzkie imiona wystarczą, by innych przekonać o niezwykłości Maryi?  Gdy wpatrzona w Nią myślę, że ona jest prawdziwie uBogą, nad wszystkimi ubogimi.. Ukochaną, nad wszystkimi kochającymi.. Uwielbioną nad wszystkimi, starającymi się wielbić.. Gdy tak patrzę na nią, zaczynam rozumieć że właśnie tylko tak, tylko tymi najprostszymi imionami.. Tylko tak możemy przekazać w słowach, by nie były zbyt trudne, zbyt naukowe..

Na wykładzie jest nas mało. Prawdę powiedziawszy, cztery osoby ( wliczając prowadzącego , mnie.. ) Jest jednak jedna osoba, gość wyjątkowy, prosto z Gniezna!!! Wychodzi wzruszona i pragnąca więcej.

Zamykając po spotkaniu pracownię, myślę o tym, że po raz kolejny dostaję nauczkę, by uczyć się widzieć więcej, pomiędzy ciemnością… Wiele, pomiędzy niewieloma.. Nieskończoność tam, gdzie się wszystko wydaje kończyć.. Dostrzegać Nowy Początek

I takim jest… Moja czwartkowa przygoda i odwiedziny w Miejscu Słowa. Gdy uBoga przychodzi do Miejsca Słowa… to chyba oczywiste, że czuję się jak w domu.. To wspaniałe miejsce na mapie duchowego serca Poznania.. To wspaniałe miejsce żywej Ewangelii i ludzi, którzy kochają Boga..

Mieszkając w Słowie, Słowu daję mieszkać we mnie i tak zabieram je na przechadzki po drobnym tym świecie, wielkość mając niezgłębioną  w niezdarnej duszy, rozmiar licząc od tego, który Pierwszy nadał Rozmiar Życiu..

Potem odwiedzam Muzeum Narodowe, mając zaszczyt grać na wernisażu wystawy Tanagryjka.. I tak, uczę się przenikać z jednego w drugi dzień… Aż wpadam na piątek.. nagle mija kolejny tydzień.. Siedzę na krześle w wypełnionej ludźmi pracowni.

Rozpoczyna się recital.

Artysta wybitny… Opowiada swoją historię na akordeonie. Zabiera nas w podróż swojej gry ( tym razem jest troszkę więcej osób niż w środę)  Tadeusz Bogusz i dźwięki nowe, nieznane, całkiem niepojęte. Jego akordeon, to nie ten „z bagietką’ na paryskiej Avenue des Champs-Élysées. Choć i ta, prosta czułość pobrzmiewa czasami, jest w niej głębia jakiejś innej, ponad przeciętnej ekstazy. Harmonia siły i łagodności. Gdy barwy dynamiki przenoszą nas w inny świat. Jestem wzruszona dziękując, że Tadziu sam chciał wystąpić w pracowni, że przyprowadził tulu ludzi ze sobą..

- Chcę kupić tą książkę – po występie podchodzi do mnie pewien mężczyzna.. Przyjechał prosto z Angli, tylko na koncert do pracowni. – Jutro mam samolot, chciałbym mieć lekturę na drogę.

- Ale ta książka.. Jest bardzo zniszczona. Nie powinnam za nią chcieć żadnych pieniędzy – wykręcam się, ponieważ okładka jest naprawdę w kiepskim stanie.

- Ale ja chcę zapłacić – upiera się . Proponuje kwotę, która jest tak nieziemska, jak cała ta sytuacja i jego przyjazd z Anglii.

Jeszcze raz się upieram, że nie mogę przyjąć tak hojnego daru, lecz widzę, że nic nie wskóram.. W końcu ta ja mam wyciągnięte uBogie dłonie. Zamykam oczy gotowa przyjąć tę hojną ofiarę..

Tak sprzedałam „Pieśń o Moim Chrystusie” Romana Brandstaettera… Niech ta książka, dobry człowieku, gdziekolwiek teraz jesteś, poprowadzi Cię przez życie melodią swojej pieśni.

To nie był przypadek, gdy w sobotę otworzyłam wiersze Brandstaettera właśnie, przygotowując się do wieczorku poetyckiego. Z każdym wieczorkiem widzę, jak wiele daje mi poznawanie dzieł tych wszystkich poetów. Ich perspektywa, ich rozmarzenia, metafory. Uczę się na nowo świata i poezji i tego ducha unoszącego się nad wodami codzienności.

Tak jeden dzień poprzedza kolejny i nic nie dzieje się bez swojej przyczyny choć i nic nie powtórzy się więcej.. I tak Brandstaetter ze swoim wzruszeniem, krzykiem i rachunkiem kamieni odchodzi, a ja wiem, że znajdę odpowiedź na jego pytanie: Czy tę rzeczywistość może ocalić poezja?

Może..

Gdy przede mną scena, rozpalona blaskiem kolorowych świateł. Kłębków nikłego dymu, pracownia przemieniona w prawdziwą scenę.. jak z tych wielkich scen i ekranów.. To wszystko na jedno, niedzielne popołudnie. Wspaniała dekoracja, światła, nagłośnienie.. A to wszystko po to, by wyśpiewać odpowiedź na pytanie Brandstaettera.

„Ja nie mówię, że to ma sens

Ja Nie twierdzę też, że to na nic

Tylko życie tak kruche jest…

Trzeba siły by sobie z nim radzić”

 

 a potem...

więc nie oddalaj się

śpiewa Ewlina Tyranowska..

Trzyma odpowiedź w dłoniach, a gdy lekko je otwiera, echo unosi jej śpiew i wiem, że Brandstaetter słyszy i się uśmiecha. I uśmiecha się wielu, wielu innych poetów. I ja się uśmiecham patrząc jak grają: Skrzypaczka, z którą moje losy niespodziewanie połączyły się znów, po kilku latach nieobecności… Pianista, który już raz pochylił się nad uBogą.. teraz sobie przypominam ten wzrok.. Gdy jeden z pierwszych razy uklękłam .. we wszystkich tych książkach rozsypanych brukiem na ulicy szukając sensu. On podniósł jeden egzemplarz o hodowli gołębi.

 

Choćby dlatego, by dowiedzieć się po co były mu te gołębie…

Więc nie oddalam się… Pozostaję

uBoga

Komentarze

Popularne posty