17.11.2024

Ten tydzień rozbrzmiewa echem słów wielkich, doniosłych, patriotycznych. Szkli się we łzach przyłapanych w kąciku oka. Gdy wielu pyta: Gdzie dom twój? Gdzie Twoja ojczyzna? Gdy, czasem wydaje się, że tylko ten drżący, podtrzymywany siłą młodszych dłoni, że tylko taki głos, odpowie szczerze: Tutaj…, że tylko ten, co garść swojej ziemi zaciskając w palcach krew uroni kroplę historii, że tylko ten będzie wiedział, który już raz ze śmiercią godząc pośród tysięcy kul, otrzymał darowane życie. Tylko taki będzie wiedział gdzie. Ten co trop swój specjalnie gubił, by na nowo wrócić pod nowym imieniem. O wielu nazwiskach, pseudonimach i twarzach – ten sam bohater, żołnierz, artysta?

11 Listopada tego roku zastaje mnie w pracowni. Jest zimno. Upiekłam rogale z białym makiem, teraz układam je na tacy i włączam playlistę z muzyką patriotyczną. Zadrżały ubogie ściany. Jest zimno. Opalam elektryczny piecyk, który dzięki dbałości mojej mamy, wzbogacił wnętrze pracowni.  Wyglądem przypomina prostokątny walec. Jest biało- czarny. Gdy wybiorę odpowiednią opcję, wolno się okręca. Taki mój prywatny WALL.E Uśmiecham się, ponieważ znów dostaję nauczkę. Długo się opierałam przed tym piecykiem, wierząc, że naprawa klimatyzacji pójdzie sprawnie.. Tymczasem robi się coraz chłodniej i.. No nic!  Myślę teraz, że naprawdę czasem warto pozwolić się ukochać... Dopisując tę myśl, do długiej listy tych „złotych” w głowie.

Naraz inny ziąb, inny upał mnie ogarnia… Gdy próbuję wyobrazić sobie mróz w okopach przerywany artyleryjskim ogniem. Podziw dla ludzi, którzy walczyli za wolność mojej Ojczyzny tkwi gdzieś głęboko we mnie, niczym, potrzebny do przeżycia mikroelement, na który składa się cała moja osoba. Bez niego, nie czułabym się pełna. To patriotyzm? A może wiara? A może, to jakiś cień tej wędrówki pokoleń. Dobry cień przodków, coś jak pamięć dziecka, ta szczegółowa. Ze wszystkich zdarzeń dzieciństwa, najlepiej pamiętająca pochylenie starca.. Czuły głos dziadka i ten charakterystyczny dotyk spracowanych dłoni, pozwalający się objąć przez ciekawe świata paluszki dziecka.

Mam takie szczęście, że poznałam wszystkich swoich dziadków i babcie, nikt z najbliższych nie umarł przedwcześnie, rodzina  zawsze stara się być w komplecie, a historie przodków wybrzmiewają przy wspólnych posiłkach. Oczywiście! To tylko urywek, prostych kilka słów, dobra wizytówka… Ale mocno wierzę, że, choćby nie było łatwo, rodzina jest najważniejszym ogniwem. Gniazdem miłości, bezpieczeństwa, ale też patriotyzmu właśnie…

Przydałoby się napisać jakieś patriotyczne wiersze.. W końcu to 11 listopada. Zabieram się do pracy, nucąc „Rozkwitały pąki białych róż”, potem „Pieśń Konfederatów” , „Legiony…”

Gdy zamykam pracownię po kilku godzinach, w sercu wciąż pulsuje żołnierski rytm .

Kolejne dni mijają szybko, pomiędzy własną pracą, a ostatnimi spektaklami dla dzieci ( Filharmonia Pomysłów). Jest pięknie, kolorowo, troszkę wzruszająco, bo to już ostatni raz…

Na domiar złego, jeżdżąc jeszcze do środy z teatrzykiem , nie mogę zabrać ze sobą wallego ( kto by pomyślał!  Harfistka, nie dość , że harfa zajmuje połowę miejsca  w busie, to jeszcze własny piecyk targa ;D )  Nie no, to już by była kompletna przesada!   I tak, między siedmioma górami i  lasami dostaję w kość od królowej śniegu , czy innej, mniej lub bardziej zagubionej „Elzy” (dość, że nie panuję jeszcze nad swoimi umiejętnościami zamrażania   ) Gdy docieram wreszcie do czwartku, ledwo trzymam się na nogach i czuję, że nie dam rady .  A tu tyle spraw! I jeszcze pracownia, bilety , warsztaty, kolejne wydarzenia..

Chociaż ten wibrujący telefon dodaje otuchy, ponieważ świadczy o  coraz większym zainteresowaniu poezją i nie tylko…   Rośnie zainteresowanie warsztatami, koncertami, a ja kicham, prycham, bez naprawionej klimatyzacji, budzę się rano cała rozgorączkowana, przy tak samo mocno rozgrzanym laptopie.. Próbuję go włączyć, za żadne skarby świata nie działa.. Pozostaje mi długopis, kartka, kakao i rozliczenia księgowości, z którymi wreszcie się muszę uporać.. no i mnóstwo innych planów..

Zaczynam myśleć, że praca w zaciszy lasu, bez telefonu, komputera i tych wszystkich mediów, byłaby naprawdę wspaniała 😅

Po dwóch dniach względnej regeneracji w domu, czas wreszcie zabrać się do przygotowania warsztatów dla dzieci i  wieczoru patriotycznego !

Otwieram sobotę  pełna nadziei…  

Piekę na warsztaty babeczki, ćwiczę głos wilka do bajki o czerwonym kapturku ( przy nastrojowej/ przeziębionej chrypce, nie będzie to aż takie trudne 😀) Okazuje się, że nie tylko głos wilka się przyda ale również wiele innych „głosów”, ponieważ podczas warsztatów szykujemy teatrzyk cieni.

Zamiast rogali opracowuję przepis na tort z białym makiem i jestem z siebie dumna, bo wychodzi naprawdę wyśmienity!

Rogale będą na niedzielę…

Chcę by ten wieczór był inny, pełen ducha patriotyzmu, ale też taki nasz, wspólny, rodzinny, polski.. Z pomocą  przychodzą mi niezastąpieni: Gitarzysta, którego gra kruszy mury.  Cajonistka, która nadaje puls, by równym rytmem młodych serc… niespokojne dni mógł przypomnieć nam ten czas..  Dziewczyna w pięknej, zielonej spódnicy, która delikatnością swojego głosu i  ekspresją serca wzrusza słowa tak, by w elegii ziemię przeżegnały padającego ręką… Wreszcie jest dziewczynka, co swoją wzruszającą modlitwą całuje niebo, za tych, którzy jak Polska – nie zginęli.. Ale trwają w nas wiecznie.

W tych słowach patetycznych, wielkich i wzniosłych jest jeszcze jedno słowo, od zeszłego tygodnia, coraz bardziej zakorzenione we mnie jak te drzewa, pomiędzy przecieranymi co dzień ścieżkami.  Rozbrzmiewa piosenką Grzegorza Turnaua, do poezji K.K.Baczyńskiego. Od zeszłej soboty, chodzi po głowie, ale tak być musi, takie jej przesłanie .. Gdy „znów wędrujemy”.. O Wędrówce i o czasie..

Dlatego powstaje wspaniałe nagranie. Razem ze wspaniałą wokalistką, mamą, kobietą.. troszkę spontanicznie, troszkę „wypróbowane” nagrywamy swoją interpretację  poezji śpiewanej na harfę i głos.

To moment, dla mnie ważny, piękny, prosty i szczery.  

Każdy ma w sobie ten głos krystaliczny, przejrzysty jak górskie źródło, potrafiące schłodzić, trawione gorączką ciało, a gdy trzeba zagrzewać do walki. Głos wędrówki w głąb.. Choćby to miały być dwa kroki wprzód i dwa w tył.. Wciąż są drogą, którą każdy z nas przechodzi , by dotrzeć do domu.. Tego , o którym opowie, odpowiadając na pytanie „Gdzie twój dom ?” Ten stary człowiek… oparty na ramionach swoich wnucząt , jak to morze mądre, wydawałoby się nieskończone…, a jednak wsparte na ramionach horyzontu .

Link do nagrania:

https://youtu.be/995zZiA7Cnk?si=azWRiwPdkYtvsP3Z

Na deser zamiast rogali, wiersz. Jeden z tych powstałych 11.11.2024 :


nie pytaj o wiek

 

Ile miałeś lat?

synu, którego nie poznał ojciec

gdy wróciłeś – popiół w garści

przyjaciela

- to twoje dziecko – szepnął młody a

łzy jak grudy węgla piekły w gardło

ogień tęsknoty trawił wnętrzności

gdy ojciec twój otwierając dłonie

prosił o jedną chwilę

przesypał się czas

a dotyk lepkiego prochu był niby ten śpiew

niemowlęcia

- gdy pierwszy raz brał cię w ramiona

- delikatność dziecka

- przecież nie on lecz ja – powinien zginąć!

szeptał ojciec, a popiół lśnił srebrem w blasku

gasnącego dnia

naraz oczy podniósł na młodego żołnierza – pełne żaru

płomienne

i tak patrzył zawzięcie, jakby chciał ostatnią myśl syna i ostatnie

spojrzenie wykraść źrenicom przyjaciela

i nie dość miał wyrzutów

że zamiast ojca on patrzył i słyszał ten huk wybuchu

i widział ciało wzbijające się w powietrze jak ptak

- o tobie będą mówić, Orzeł! – gdy wybuch rozerwał twoje ciało

skrzydła ramion rozrzucając siłą echa na wszystkie pokolenia

o nim będą pamiętać – ten którego grób

jest powietrzem – a zorza mogiłą

na nic pocieszał młody - starego weterana

gdy zanurzając chustę twarzy w twoje prochy

łzami pisał ikonę

- prawdziwe oblicze zwycięskiego syna

- lecz na co ci synku ten lot Ikara

waleczność marzeń i dziecinność wiary?

- nie ufaj tym którzy za wolność giną

wszak my wciąż tacy sami – płakał ojciec

-choć z dziada pradziada

echo się roznosi cierpienia

nawzajem siebie zabijamy chcąc tylko władzy

gdy już mnie nie będzie

by choć inni umieli wspomnieć twój lot – bohaterski - pod niebo

aż się w mgławice przemienisz zdarzeń

- w świetlistość pyłu melodii hymnu twoich marzeń – za Wolność Ojczyzny !

skłonił blizną pobrużdżone czoło i odszedł

chwiejnym krokiem

- zamiast jednej nogi mając blaszany kikut

ile miałeś lat? twój przyjaciel nie pytał

wszak że to miało sens – kto będzie pamiętał

oprócz kalekiego żołnierza

i Ojca, który odbicie syna

poniósł dalej na twarzy

Niepodległej


uBoga

Komentarze

Popularne posty