27.10.2024

Uśmiecham się do ludzi, którzy przyszli na ostatni wieczorek poetycki w październiku. Dziś bohaterem jest Adam Mickiewicz – wieszcz narodu, zakochany poeta, wierny przyjaciel… Choć minęło sporo lat, on wciąż przemawia do nas, określa nasze emocje, jest tak blisko.. Rozumie, daje przestrzeń... Za nas krzyczy i modli się do Boga. Chce być pośrednikiem.. Dlatego ośmielam się mówić o nim, jak o przyjacielu. Przyjecielem jest nas wszystkich, tych zgromadzonych w pracowni i tych, którzy dopiero idą.. Pozostających w drodze..  

Onieśmielona obecnością tak wielu, biorę głęboki oddech.

- Litwo!

- Ojczyzno moja!

Nie jestem sama. Odpowiada, pełen przejęcia i zadumy. Pan Tadeusz, wzruszony, odważny, troskliwy, czuły… Jest tuż obok, prowadzi mnie za rękę, kiedy wchodzę coraz głębiej.

„Pytasz, za co Bóg trochą sławy mnie ozdobił?

Za to, com myślił i chciał. nie za to, com zrobił!”

( A. Mickiewicz – „Pytasz, za co Bóg…”

Echo kolejnych poezji, wypełnia taką radością moje serce, że nie wiem nawet kiedy ucieka czas. W dłoniach trzymam słowa, wersy, uczucia, rozmarzenia... rozmodlenia.. Łapię spojrzenia, utkwione, wcale nie we mnie.. choć patrzące w moim kierunku ( tak akurat się dzieje, że ten, który przedstawia musi stać na środku - jednak, każdy artysta wie, że te spojrzenia, które otrzymuje w darze podczas swojego występu.., to tylko łaskawe przechwycenia, pomiędzy kanałem poza ziemnym - człowieka i nieba, gdzie się, tak naprawdę wybierają, patrząc na wykonawcę, barwne źrenice ) I ja... nimi się właśnie nasycam.. barwami rozjaśnionych źrenic... By, móc potem, oddać ich żar, gorący, a tak prawdziwy, jak uczciwość cynamonu w tych, świeżo wyciągniętych z pieca – cynamonkach. 

Aż strach pomyśleć jak wiele wątpliwości jeszcze mną targało, gdy piekłam te, kojarzące się wszystkim z jesienią drożdżówki.  

Teraz wiem, że o ten właśnie zapach cynamonu walczę! Słodki smak wzruszenia w rozchylonych z wrażenia ustach. Walczę, drżąc cała... Znów jest sobotni wieczór, mija kolejny tydzień.

Od poniedziałku wiele się dzieje. 

Od teraz, dzięki umowie ze stowarzyszeniem Młodzi Młodym, wszyscy, którzy chcą wspierać działalność pracowni, będą mogli przekazać jeden procent podatku na cele warsztatów i wszelkich, innych artystycznych działań. A przyda się wsparcie, ponieważ chłopcy przychodzą regularnie, organizując napady na miseczkę z cukierkami. Czytamy „Plastusiowy pamiętnik” i obiecuję im, że kiedyś razem ulepimy plastusia. ( temat do podjęcia na warsztatach dla dzieci ;) ) .

Małej harfie również spodobała się pracownia i odwiedza mnie regularnie na zajęciach. Wraz z Oliwią i Rebeką ćwiczę proste utworki, podstawy gry, prawidłową postawę przy instrumencie. Powtarzam kolory strun i przypominam, co znaczą te „czarne kropki” na kosmykach pięcio-liń, wygięte w dziwnych łukach, niby stokrotki na polu z bajki o kubusiu puchatku. 

Coraz pewniej czuję się również w samej okolicy pracowni. Zaproszona do Centrum Sztuki i Historii w Swarzędzu, poznaję fascynującą historię miasta i jej pracowitych bohaterów. Nie każdy wie, że miasto Swarzędz, to miasto stolarzy. Ja również, dowiaduję się tego, dopiero w Centrum, mieszczącym się w budynku po starej straży pożarnej. Z podziwem oglądam, atrakcyjnie skomponowaną wystawę, przypominającą dawne dzieje Swarzędza, oraz jego mieszkańców. Oprócz mutlimedlialnych atrakcji, cała gama zabytkowych eksponatów, przenosi mnie w przeszłość. To prawdziwy "powrót do przeszłości" . Od narzedzi stolarskich, przez pocztówki, ubrania, po zabytkową porcelanę. Centrum Sztuki i Histori dysponuje również małą salą koncertową, w której będę miała zaszczyt grać jeszcze w tym roku, najprawdopodobniej w Grudniu ! Razem z pracującymi tam, przemiłymi paniami, wymyślamy projekt spotkania również w bibliotece swarzędzkiej. 

O pracowni jest coraz głośniej! Już nie tylko dzieci zaglądają do środka, ale również dorośli. – Tutaj podobno można wypić kawę? – pytają z uśmiechem i ja również się uśmiecham.

- Tak! – wciąż jeszcze z drżącymi rekami, ale coraz pewniej serwuję kawę, ciasto, rozmowę… Poezję codzienności, melodię najmniejszych zachwytów.

W ramach warsztatów dobra, pracownię odwiedza nadzieja. Przyjeżdża do mnie ze świecą ukrytą w kubku na kawę i małą dynią..( żebym nie musiała już walczyć z jej wersją w formie olbrzyma…)  Potem, gdy ze wzruszeniem rozpalam płomień, wciąż słyszę czuję, doświadczam tej właśnie nadziei... Obecności. Swobodnej, przyjacielskiej rozmowy, która nic nie chce więcej, niż być, chociaż przez chwilę... Rozbrzmiewać w moich uszach, być przy mnie.... A ja dziękuję, za te chwile, których nigdy nie żal przyozodabiać w złoto.

I wciąż, tylko siebie samą ganię, za brak dostatecznej dbałości o te właśnie szczegóły. By prawda słow, które tworzę i czuję, była namacalna w mojej duszy, w każdym geście, uczynku. By trud codzienności, który jest konieczny, zbyt nie przytłoczył lekkości zawierzenia .. Chcę ufać, tej właśnie nadziei. Wystarczająco odważnej, by czasem skończyć ze spadochronu własnych obowiązków, zmartwień i trudności, wprost do drzwi pracowni.

Piekę ciasto dyniowe. Jest intensywne, gęste. Takie, jakie powinno być życie każdego z nas.. Smakuję kawałeczek, wpatrzona w słońce, które znów wschodzi ponad mgłę, rozjaśniajac swoim blaskiem szerokie okna pracowni. Promienie lekko łaskoczą, ogrzewając zmarznięte dłonie.

Już świta.. Listopad..

Mija pierwszy miesiąc..

Czy jestem gotowa, by iść dalej?


uBoga

 

Komentarze

Popularne posty